piątek, 16 stycznia 2015

Patrząc na Kobani



Koło Naukowe Arabistów oraz Kateda Aabistyki i Islamistyki serdecznie zapraszają na wystawę fotografii autorstwa Macieja Moskwy Patrząc na Kobani. Wystawę można oglądać w Galerii UW w Palacu Kazimierzowskim  do 8.02.

Syryjskie Kobani i tureckie Suruç od prawie stu lat był siostrzanymi miastami. W większości zamieszkiwali je Kurdowie, połączeni więzami krwi, interesami, wspólną kulturą. Gdy upadło Imperium Osmańskie i powstała niepodległa Syria, miasta znalazły się w innych krajach. Ale dopiero aminowanie przez Turków granicy w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku brutalnie odcięło Kobańczyków od Suruçan.

Kobani od ponad stu dni oblegają bojownicy Państwa Islamskiego. Miasto i prowincja całkowicie się wyludniły, a Suruç stał się z konieczności miejscem, które przyjęło syryjskich uchodźców z drugiej strony pól minowych. Ćwierć miliona ludzi w ciągu kilku dni przedarło się do  Turcji, z czego dziesiątki tysięcy zostały w Suruçu, w nadziei na szybki powrót do Kobani.


Tragedia Kobani jest tylko częścią wielkiej wojny, która trwa w Syrii już prawie cztery lata. Przyniosła 300 tysięcy ofiar, milion rannych, połowę mieszkańców kraju pozbawiła dachu nad głową i zmusiła do emigracji cztery miliony ludzi. Dla świata wszystkie te liczby pozostają pustą, choć ponurą statystyką. Jedynie atrakcyjność medialna islamistów oraz europejski strach przed ekstremizmem na chwilę znów przykuwają naszą uwagę do studniowego oblężenia. Ale przecież, choć Państwo Islamskie zapewne odejdzie, wojna pozostanie.

Zdjęcia: Maciej Moskwa / TESTIGO
Tekst: Rafał Grzenia / TESTIGO






Fatmeh nie mogła ocalić swojego domu w Kobani, ale zabrała wspomnienia. Wierzy, że odbuduje swoje życie.




Cmentarz na obrzeżach Suruçu, gdzie spoczywają między innymi obrońcy Kobani. Dół wykopano
dla kolejnego z nich.




Hasun ma 12 lat. Obóz dla uchodźców, w którym zamieszkał, to tylko pozorna wolność. Syryjczycy w Turcji nie mają oficjalnie statustu uchodźców.